środa, 13 kwietnia 2016

Czas trudnej decyzji...

Władysław Gurgacz ze względu na zagrożenia życia podjął decyzję o ucieczce z miejsca zamieszkania. Początkowo schronił się we Wróbliku Królewskim u por. AK Jana Matejaka "Brzeskiego", z którym zaprzyjaźnił się jeszcze w czasie pracy w Gorlicach. 

Następnie  po rozmowach ze Stanisławem Pióro, ks. Gurgacz podjął trudną  decyzję o przyłączeniu się  wraz z Matejakiem do oddziału partyzanckiego. Było to zbrojne ramie tzw. „Żandarmeria” organizacji Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców, której twórcą był wspominany wcześniej Stanisław Pióro. PPAN uważała  za priorytet wykształcenie przyszłych polskich elit i walkę o prawdziwie wolną Polskę. 

Ksiądz chciał otoczyć partyzantów duchową opieką i dbać o to, by prowadzone przez nich działania nie były sprzeczne z zasadami etyki katolickiej, jednakże dołączeniu go do oddziału przeciwni byli jego przełożeni. Po otrzymaniu początkowego braku zgody ze strony klasztoru postanawia wysłać list do Stefana Wyszyńskiego. Otrzymał w odpowiedzi od anonimowego teologa moralnego częściową zgodę. Po tym zdecydował się pójść drogą ofiarnego kapelana. Jednak jego sumienie nadal było dręczone dylematami, bowiem wybierając tę ścieżkę łamał postanowienia przełożonych Jezuitów - "znalazłem się, może po raz pierwszy w życiu, w bardzo trudnej sytuacji, gdyż z jednej strony winieniem to, co ślubowałem, a więc bezwzględne posłuszeństwo swoim przełożonym, z drugiej strony dręczyła mnie obawa, że skoro pozostawię bez opieki moralnej i bez właściwego nadzoru tę grupę partyzantów, do której werbowano mnie na kapelana, to ludzie znajdujący się w tej grupie mogą zejść na manowce".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz