czwartek, 14 kwietnia 2016

Ramię w ramię z „chłopakami”

Władysław Gurgacz działając w podziemiu niepodległościowym główną uwagą otaczał młodzież będącą w oddziale partyzanckim – nazywał ich „chłopakami”. Dbał nie tylko o ich rozwój duchowy, ale także intelektualny – udzielał lekcji języka polskiego, religii, a także łaciny. Troszczył się o etykę partyzantów, co mu się niewątpliwie udało, bowiem członkowie PPAN unikali przeprowadzania akcji represyjnych wymierzonych w działaczy komunistycznych. Rekwizycji dóbr nigdy nie dokonywali szkodę osób prywatnych.

PPAN wzrastała w siłę, lecz pion cywilny tej organizacji został skutecznie rozbity, a jego członkowie aresztowani. Wśród ujętych znalazł się Jan Matejak. Wówczas działacze, którzy nie ulegli aresztowaniu wstąpili do oddziału leśnego. 



Zdjęcie:  Ks. Gurgacz w partyzantce, źródło: http://terazgorlice.pl/2015/02/07/wladyslaw-gurgacz-kapelan-wyklety/

Wiosną 1949 roku stacjonujący w okolicach Hali Jabłonowskiej oddział był coraz to mocniej nękany UB i KBW. Wówczas, by ułatwić przetrwanie, zdecydowano się na podzielenie partyzantów na trzy grupy. Pierwszą, dowodził Stanisław Pióro "Emir", drugą - Mieczysław Rembiasz "Orlik", trzecią - ppor. Stefan Balicki "Bylina". W ostatnim z wymienionych pozostał Władysław Gurgacz. Jednakże podział grupy nie poprawił sytuacji. Główny problem stanowił brak pieniędzy, które potrzebne były przede wszystkim do "zalegalizowania" jej członków na Ziemiach Zachodnich tak by mogli od nowa poukładać swoje życie. 

W celu ich zdobycia 2 lipca 1949 roku przeprowadzono akcję napadu na konwojentów banku. Dowodził nią Balicki, natomiast ksiądz postanowił nie brać w niej czynnego udziału. Jednak akcja się nie powiodła – konwojenci stawili opór, a członkowie atakującej grupy zostali aresztowani. Gurgacz mimo szansy wyjechania z Krakowa nie zrobił tego, gdyż nie chciał zostawić swoich „chłopaków”. 

Pozostałe dwie grupy PPAN wkrótce również zostały rozbite. Mieczysław Rembiasz "Orlik" zginął w zasadzce UB 11 czerwca 1949 roku, a resztki jego oddziału zostały zlikwidowane w kolejnej obławie. Natomiast oddział dowodzony przez Stanisława Pióro został rozbity na granicy polsko-czechosłowackiej. Sam dowódca nie chcąc się dostać ręce UB popełnił samobójstwo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz